sobota, 21 lipca 2012

Let's start over.

Ok, przyznaję, zachowywałam się jak niezdecydowana idiotka. Czas z tym skończyć i przede wszystkim przełamać złą passę trzeciego dnia. Tym razem mi się uda, musi. Jak nie teraz to kiedy? We wrześniu idę do liceum i muszę być perfekcyjna. Mam jeszcze 42 dni. 2.09 jest jedna impreza na której muszę wyglądać zajebiście. Waga mi nie działa i to mnie dobija. Tęsknię za tą wieczną kontrolą.
Jak na razie zjadłam:
180g jogurtu naturalnego - 109 kcal
120g jabłka - 55kcal
Do tego trochę ćwiczeń i tak zakończyłam poranek.



Edit:
Już zdążyłam zjebać. Ach ta kontrola -,- Zrobię tak: jutro, pojutrze i popojutrze to pierwsze trzy dni diety bez bloga. Muszę się sama kontrolować. Każdego czwartego dnia będę zdawać wam raport z moich postępów. Nie chcę się wiecznie przecież użalać tylko zabrać się w końcu za siebie.

3 komentarze:

  1. Pokładaj sobie wszytko i szybko wracaj. Dodaję i czkam na relację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dzisiaj też zjebałam. Cały misterny plan chuj strzelił. Ughhh!
    Mieszkałam 2 lata na stancji z dziewczyną - kościotrupem, która zjadała na kolację tłuste żeberka ze smażonymi ziemniakami, a przed snem jeszcze tabliczkę czekolady. Próbowała przytyć i szło jej to baaardzo wolno. Nienawidzę tego typu ludzi.
    Hmm, tak sobie myślę, może zamiast się głodzić powinnaś tych początkowych kilogramów pozbyć się dietą dukana, montignaca albo south beach? Uwierz mi, im mniej ma się do zrzucenia tym lepiej później zaczyna się głodówki, liczenie kalorii, itp.
    + całkowita eliminacja słodyczy, białego chleba, itp. Zastanów się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To zdjęcie jest tak obleśne, że nie mogę się na nie patrzeć, seriously. Zrób sobie plan i wytyczne, i dostosuj się ściśle do nich. Bez tego ani rusz. Sama musisz chcieć, inaczej to będzie tak wiecznie na pół-gwizdka. A chcesz i jesteś w stanie.
    Trzymam kciuki i czekam na powrót :).

    OdpowiedzUsuń